W tym roku nie będę robić „denek” z każdego miesiąca. Postanowiłam zrobić kilka zbiorczych z kilku miesięcy. Czasem jest tak że w danym miesiącu mam zużytą jedną, czasem dwie rzeczy i zwyczajnie odkładam je i tak do kolejnego denka 🙂 Tak więc zapraszam na pierwsze w tym roku, dość spore „denko” 🙂

Wesoła rodzinka 🙂

Żel Balea Himbeere & Magnolie (malina i magnolia) – Ja jestem wielką fanką tych żeli, fakt niektóre okazują się „kiepskie” pod względem zapachu, ale i tak nie zraziły mnie jeszcze do siebie 🙂 Ten zapach bardzo przyjemny, chociaż bardziej kwiatowy bo magnolia była bardziej wyczuwalna niż malina 🙂

Żel Balea Orchidee & Brombeere (Orchidea i Jeżyny)  – no i tutaj trafił się właśnie żel z serii „kiepski”, ciężko mi określić zapach, orchidea nie bardzo – jeżyna no cóż też nie bardzo. Dziwny jakiś taki, duszący, mdły – nie wrócimy do siebie 🙂

Żel Yope wiśnia i czekolada – mamooo jak to pięknie pachniało <3 i wiśnia i czekolada no mniam 🙂 Dostałam ten żel w prezencie od „Mikołaja”, takie cuda to ja mogę dostawać 🙂 Nie dość że pięknie pachniało, to i bardzo fajnie nawilżało skórę, która długo po kąpieli jeszcze pięknie pachniała. Napewno żele Yope pojawią się u Nas w domu, tylko kurczę nie lubię żeli które mają „pompkę”, chyba jednak wolę zwykłe opakowanie na klik 🙂

Ziaja kremowe mydło arganowe – genialne nawilża, pięknie pachnie a do tego bardzo kremowe przy czym mega wydajne. Lubię kosmetyki z Ziaji i często do nich wracam 🙂

Żel Avon raspberry & cassis (malina i czarna porzeczka) – zapach bardzo ładny malinowy, jednak zdzwiłam się bardzo bo wydawał się gęsty a skończył się ekspressem 🙂 Szkoda też, że z tego pięknego zapachu, który czułam jak produkt był w opakowaniu, nic nie zostawało po kąpieli na skórze. No cóż, mieszane uczucia mam 🙂

Szampon Balea Volumen Maracuja (zwiększający objętość o zapachu Marakuji) – nie wiem które to moje opakowanie tego szamponu, przepiękny owocowy zapach, bardzo gęsty = wydajny, a do tego naprawdę sprawia że moje włosy nie są oklapnięte tylko sprawia że nabierają fajnej, lekkiej objetości 🙂 A co jeszcze lubię w tych szamponach, że nie trzeba używać po nich odżywki do włosów, bo po umyciu bardzo gładko, bez plątanin zbędnych się je rozczesuje 🙂

Szampon Balea Jedes Haar Hawaiian Beach (do każdego rodzaju włosów zapach „Hawajski”) – uwielbiam te edycje limitowane szamponów, zawsze jest jakiś genialny zapach, tutaj wyczuwalny kokos i troszkę jakieś takie „słodkie” kwiaty 🙂 Bardzo się cieszę też, że po tych szamponach moje włosy nie mają łupieżu, skóra głowy nie swędzi.

Odżywka Balea Mango – odżywka pojawiła się u mnie totalnie przypadkiem, bo z rozpędu wsadziłam ją do koszyka, w domu okazało się że to odżywka, a nie szampon. Pomyślałam no cóż … Ale jak już mam to zużyje, bardzo gęsta, wydajna, piękny owocowy zapach mango, włosy po użyciu jej są tak miłe w dotyku że aż nie bardzo wiem jakie słowo użyć by to opisać 🙂 Mimo że nie planowałam jej kupić, to nie żałuję 🙂

Masło do ciała Avon Planet SPA – mam tak wysuszoną skórę że nie pamietam czy kiedykolwiek taką miałam, to masło trafiło do mnie całkiem przypadkiem, ale w ogóle nie żałuję, zapach totalnie dla mnie nie określony, ale nie ciężki, nie mdły, ale też nie świeży czy lekki, naprawdę z tym mam nardzo duży problem bo nie potrafię go totalnie opisać. Jednak dla mnie przyjemny i akceptowalny. Ale co tam zapach, bardzo fajnie nawilżył moją wyschniętą skórę, szczególnie nogi i ramiona 🙂 Na pewno jeszcze do niego wrócę 🙂 Jeden minus, skończył się dość szybko, mimo tego że jest to „masło” i samo w sobie jest gęste to jednak bardzo szybko się je zużywa.

Ziaja regenerujące mleczko do ciała arganowe – kolejny produkt z Ziaji, który bardzo lubię, gęste mleczko, bardzo wydajne, pieknie pachnące, no i najważniejsze bardzo dobrze nawilża. Szkoda że opakowanie z „pompką”, a ja nie jestem produktów które mają takie opakowanie, no ale cóż, tutaj jestem w stanie to wybaczyć, za to że naprawdę mleczko godne polecenia 🙂

Zimowy krem do rąk Ziaja karmelizowany migdał – kurczę no i znów krem do rąk z pompką … ech Ziaja zmieńcie to, albo zróbcie wersję bez pompki (a może już jest Hm…:), bardzo przyjemny krem, szybko się wchłaniał, nie zostawiał lepkiego, tłustego filtru na dłoniach, piękny zapach, no czego chcieć więcej (może innego opakowania:))

Balsam do ciała Incadessence Avon – ten produkt dostałam jako dodatek do zamówienia wody perfumowanej, która to właśnie mi się spodobała. Zapach identyczny jak perfuma, więc tutaj się niczego innego nie spodziewałam, zapach niestety długo na skórze nie pozostaje, niestety produkt skończył się ekspresem, nie wiem może dlatego że do „gęstych” nie należy. Szybko się jednak wchłaniał, a to plus, bardzo delikatnie skórę nawilżył, no i to by było na tyle 🙂 Od taki ciekawy dodatek do zamówienia 🙂

Peeling do stóp i pięt Bielenda – kupiony na szybko, bo potrzebowałam czegoś na „już”. Zapach miętowy, bardzo odświeżający, nie gruby więc delikatnie „zdzierał” naskórek, wygładził mi stopy i udało mu się doprowadzić je, do pięknego wyglądu na lato, bo przecież zaraz pewnie wskoczymy w sandałki 🙂

Essente żel do mycia twarzy – o nim pisałam już TUTAJ. Dla mnie genialny naprawdę wart swojej ceny 🙂

Żel do mycia twarzy Yves Rocher Sebo Vegetal – moja skóra twarzy po przeprowadzce i zmianie wody na zdecydowanie gorszą, przeżywa istny armagedon. Ale muszę przyznać że niezastąpiony żel z serii Sebo Vegetal sprawdził się genialnie, skóra oczyszczona, napięta, a wydzielanie nadmiaru sebum ograniczone. Piękny delikatny zapach, a do tego extra radzi sobie ze zmyciem makijażu 🙂

Pudrowy tonik Yves Rocher Sebo Vegetal – to jest dla mnie HIT! Tak zmatowionej twarzy dawno nie miałam. Można używać go dwa razy dziennie, jednak u mnie zazwyczaj nakładany był wieczorem, przy całej pielęgnacji twarzy. Nie wysuszył mi co najważniejsze twarzy, a niestety na początku stycznia miałam problemy ze skórą twarzy, szczególnie w okolicach brody jak i nosa. Wydajność na plus, ja przy stosowaniu go tylko raz dziennie miałam go na bardzo długo. W połączeniu z żelem z tej serii sprawdza się bardzo dobrze, a rezultaty widać gołym okiem plus minus około tygodnia 🙂

Oczyszczający peeling Yves Rocher Sebo Vegetal – dla mnie mocno oczyszczający peeling, dlatego głównie stosowałam go na nos, raz w tygodniu 🙂 No i właśnie przez to mój nos w końcu wygląda porządnie bez zbędnych nieprzyjaciół. Naprawdę skutecznie złuszcza i bardzo dobrze oczyszcza skórę, mikrogranulki z pestek moreli robią robotę, zapach właśnie moreli jest lekko wyczuwalny, fajne w nim jest to że nadaje się do skóry tłustej jak i mieszanej. Polecam go jeśli ktoś walczy z większymi niedoskonałościami. Mi sprawdził się wyjątkowo dobrze 🙂

Krem intensywnie nawilżający Yves Rocher Hydra Vegetal – ja już o nim pisałam TUTAJ. Słuchajcie ja nie wiem które to moje opakowanie, ale to jest geniusz !! Bardzo dobrze nawilża, przepięknie pachnie, a do tego jest bardzo, ale to bardzo wydajny. Ja go uwielbiam !! Ostatnio mimo że mam jeszcze ten krem aktualnie w użyciu zamówiłam sobie kolejne opakowanie bo akurat była duża promocja 🙂 Tak więc to jest moja wielka miłość 🙂

Dwufazowy płyn do demakijażu Yves Rocher z wyciągiem z bławatka – bardzo dobrze radził sobie z demakijażem oka, przyznam że głównie do tego go używałam. Ze zmyciem tuszu radzi sobie świetnie, nie podrażnia oka, przyjemny, lekki zapach. Pamiętajmy że jest to płyn dwufazowy więc trzeba nim dobrze wstrząsnąć przed użyciem. Bardzo wydajny. Przeznaczony do skóry naczynkowej, wrażliwej, tłustej czy mieszanej, więc teoretycznie dla każdego. Najważniejsze że przebadany okulistycznie i uwierzcie podpisuje się pod tym, bo moje oczy nic, a nic na tym nie ucierpiały. Będziemy do siebie wracać z przyjemnością 🙂

Tusz do rzęs Bell Zig Zag – jak dla mnie zwykły tusz do rzęs. Pogrubia je i wydłuża. Na spektakularne efekty nie ma co liczyć 🙂 Od taki totalnie „zwykły” tusz. Może i jest szczoteczka z trzema długościami włosków, ale no cóż jak dla mnie one nie robią nic szczególnego. Był, skończył się, szkód nie narobił, ale wydaje mi się że raczej się już nie spotkamy 🙂

Avon True kredka do brwi w kolorze Dark Brown – to moje już kolejne zużycie tej kredki, kiedy henna z brwi zaczyna znikać, trzeba się czasem podratować 🙂 Ta kredka idealnie się sprawdza, bardzo dobrze się ją nakłada, odcień Dark Brown idealny dla mnie (przyznam że lubię ciemniejsze brwi, może przez to że noszę okulary lubię, kiedy brwi są widoczne). Teraz testuję trochę inną kredkę do brwi, ale też z Avon i muszę przyznać, chyba znalazłam świetny zamiennik, mam też wrażenie że nowa kredka którą testuje jest wydajniejsza, od tej, ale oczywiście to się okaże za jakiś czas 🙂 Nie mniej ni więcej te polecam.

Mydło do rąk Balea Relaxing Bali (guawa i „jabłko jawajskie) – mycie rąk to była podstawa u Nas w domu, od dawna, wracasz z dworu myjesz ręce i działasz dalej. Uwielbiam mydła z Balea za ich wydajność (500ml), wystarcza na naprawdę długi okres użytkowania, a do tego zawsze są piękne zapachy. Nawet córka jest już tak nauczona, że kiedy wraca do domu, podstawia sobie swój stołeczek pod umywalkę i myje raczki.

Antyperspirant Nivea Dry Fresh – Nivea to chyba moja ulubiona marka jeśli chodzi o antyperspiranty. Robią „swoje”, nie podrażniają skóry, pięknie pachną, są wydajne, a do tego cena do zaakceptowania. Czego chcieć więcej 🙂

 

Było by tego wszystkiego 🙂

2 thoughts on “Denko – pierwsze w 2020 roku :)

  1. Zaczarowanaa napisał(a):

    Uuu a ten żel fioletowy z balea właśnie za jakiś czas będzie mój.. Więc trochę mnie zmartwiłaś 🙂

    1. admin napisał(a):

      Dla mnie za „ciężki”, zdecydowanie wolę kwiatowe, cytrusowe, no świeże zapachy, ale nie powiem np. za zapach jabłek z cynamonem dam wiele 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *