Ponad rok przerwy w „skrobaniu” tutaj czegokolwiek. Nie raz, nie dwa siadałam do komputera i chciałam coś napisać, coś tak od siebie, bo pisanie sprawiało mi przyjemność i dawało radość, ale…no właśnie wieczne jakieś ale. A to zmęczona jestem, a to jutro, a to nie teraz… ale chyba nadszedł już czas wziąć się nie tylko za siebie, ale i na powrót tu gdzie wiele się zaczęło 🙂

Nie będzie więcej pitu, pitu na początku bo nie ma to sensu, czas zacząć i wrócić na stare tory 🙂

Zacznijmy od zestawu jaki dostałam od swojej siostry. W skład wchodzi krem od Essente „Acne control cream” oraz żel do twarzy „Cleanser”.

Krem to geniusz!! Działa łagodząco, przeciwzapalnie, a jakby było mało bardzo dobrze nawilża moją skórę, przy czym ograniczył produkcję łoju. Twarz nabrała zdrowego wyglądu, najważniejsze było dla mnie to, że moje niedoskonałości jakie uwielbiały się pojawiać, w końcu się totalnie wyciszyły, a skóra widać że przeszła „tunning”, w pozytywnym znaczeniu tego słowa 🙂 Jest niesamowicie wydajny, pojemność to 50 ml(produkt z pompką, co ułatwia nam dozowanie kremu), niewielka ilość produktu wystarcza do rozprowadzenie go po całej twarzy. Wydajność na wielki plus. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego, lepkiego filtru na twarzy, przyznam że stosuje go zazwyczaj na wieczór, ale kilka razy zdarzyło mi się go nałożyć w dzień pod makijaż i nie zauważyłam żeby podkład się rolował, ścierał, tak więc tutaj też wielki pozytyw.

Żel na początku mnie troszkę przestraszył, bo przy codziennym stosowaniu skóra mi się strasznie wysuszyła. Mało zawału nie dostałam, kiedy po 3 czy 4 zastosowaniu poczułam ściąganie, a rano zobaczyłam że moja broda i nos to jakiś armagedon, bo skóra zaczęła mi się łuszczyć i była strasznie wysuszona. Myślę sobie no pięknie…ale po rozmowie z siostrą uspokoiłam się, w składzie tego żelu są kwasy(migdałowy) i to właśnie przez to moja skóra tak się wysuszyła, ograniczyłam stosowanie (już nie używałam codziennie tylko co drugi, a nawet trzeci dzień) no i rewelacja 🙂 Produkt bardzo dobrze oczyszcza i matuje skórę. Totalnie się nie pieni bo nie zawiera parabenów, ani barwników. Konsystencja oleista. Pojemność 100 ml –  nie było problemów z wydobyciem produkt bo opakowanie na „klik”, jeśli chodzi o wydajność, to przy moim używaniu co drugi dzień wystarczył mi na dwa i pół miesiąca, więc całkiem nie źle 🙂 Zmywał makijaż bardzo dobrze, a nawet z tuszem do rzęs nie miał problemów. Nie miesza się go z wodą, tylko niewielką ilość nakłada na twarz, kolistymi ruchami rozprowadzamy go na skórze, dajemy mu chwilę, aby zaczął działać i zmywamy go wodą, ot cała filozofia 🙂

Jestem naprawdę bardzo zadowolona z tych produktów, nie chwalę tego bo dostałam to w prezencie i wypada powiedzieć kilka miłych słów, bo przecież po co byłoby mi zachwalanie produktów które byłyby kosmetycznie koszmarne. Produkty Essente są dostępne na ich stronie essentepolska. Nie mam pojęcia czy są dostępne gdzieś stacjonarnie. Ja wiem, że krem zagości u mnie na stałe, a do żelu będę wracać, bo muszę przyznać żaden produkt kosmetyczny nie zrobił tak szybko „porządku” na mojej twarzy, mimo szoku jakiego na początku doznałam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *