Mamy już końcówkę lipca, więc na dniach pojawią się „migawki z lipca”, ale ciągle coś wypadało, no i nie mogłam przysiąść do „migawek z czerwca”. Jednak w końcu udało się znaleźć „chwilkę” i tak oto zapraszam na zaległe „pstryknięcia” czerwca 🙂

Super owsiane bio ciasteczka z Lidla 🙂 Ale to było pyszne, cena mnie zaszokowała bo myślę sobie 5 zł za jedno takie ciasteczko serio ?? Ale uwierzcie że warto 🙂

Mój kolejny ulubieniec i też Lidl 🙂 Najlepszy „zielony” soczek jaki piłam  🙂 Mogę go chłonąć litrami 🙂

Siedzi sobie „laska”, podziwia widoki i wcina lody 🙂 Tak można żyć 🙂

Oj było i było tych truskawek. Oczywiście nie zapomnieliśmy i kilka woreczków leży zamrożonych i czeka na zimę, kiedy człowiekowi zachce się „szybkiego” ciasta z truskawkami 🙂

Była też wycieczka, „Przygoda z Alpakami”, świetne miejsce. Alicja zachwycona, bo nie dość że mogła pogłaskać alpaki to też je pokarmić 🙂

Uwielbiam takie widoki. Książki są u Nas od kiedy Alicja się urodziła. Nie potrafię powiedzieć kiedy zaczęłam jej czytać, bo mam wrażenie że od „pierwszego dnia”. 🙂 A tak na poważanie, ona książki uwielbia ! To jest cudowny widok, za chwilę skończy 3 lata, a od dawna ma ulubione „pozycje książkowe” – Kicia Kocia, Mały miś czy Tupcio Chrupcio to tylko nieliczni 🙂 Jestem cholernie dumna z siebie, tak mówię to szczerze, bo chociaż nie wiem, kiedy to nastąpiło, udało mi się „zaszczepić” mojemu dziecku miłość do książek 🙂

Byliśmy też na „lokalnym” festynie 🙂 Oj była zabawa i to potężna 🙂

Picasso 😉

Lekko czy nie lekko, ja nie lubię wody gazowanej. Ale tutaj w tej wersji smakowej przypadłą mi do gustu 🙂

Jeszcze w piżamie, rozczochrana, ale puzzle się przecież same nie ułożą 🙂 Uwierzcie lub nie, ona ja układa namiętnie 🙂 A matka ma wtedy czas na kawę 🙂

Były i babeczki 🙂

Średnio u mnie ze słodyczami. Bardzo rzadko ostatnimi czasy jem coś słodkiego. Ale to małe cudo jest „okropnie” pyszne 🙂 Taka mała słabość na którą pozwalam sobie raz na jakiś czas 🙂

Czerwiec to początek Naszych wakacyjnych podróży 🙂 Pierwszy wyjazd to Warszawa – jak widać na załączonym obrazku 🙂

Frunia – niesamowita radość dziecka 🙂 Wyobraźcie sobie tylko Nasz powrót do domu. Warszawa – Rzeszów, a w aucie latająca frunia 😉 Chociaż muszę przyznać „pasażerka” była dość grzeczna 😉

To że byliśmy na wyjeździe, nie sprawiło że zapomnieliśmy o „Dniu Taty” 🙂

I tak minął Nam czerwiec …

A w lipcu zaczęły się Nasze wakacje 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *